Ukochanemu śp. Księdzu Piotrowi Pawlukiewiczowi…

Proszę Księdza… ja nareszcie mogę z Księdzem porozmawiać, nawet nie stojąc w kolejce, czy też czekając na umówioną rozmowę, nareszcie słyszy mnie Ksiądz i mogę podziękować osobiście. A jest za co…

W drugiej klasie liceum, nasz katecheta zaaplikował nam konferencję Księdza pt.: «Seks. Poezja, czy rzemiosło?». Jak to podbuntowani licealiści, siedzieliśmy przygotowani na nudną paplaninę o czystości przedmałżeńskiej, tak osłuchanej dla młodych w naszym wieku. Nagle zdarzył się cud, gdyż pojawiło się zaciekawienie, rozbawienie i nastąpiło uważne słuchanie. Ksiądz był w stanie przypilić nas do szkolnych krzeseł z otwartymi ustami, łezką w oku, czy też szczerym śmiechem. Po tej konferencji chyba już nikt z nas nie spojrzał na miłość dwojga ludzi bez Bożej perspektywy. Jeśli jednak tak się nam zdarzyło, to przynajmniej nie bez wyrzutu sumienia… Przepięknie przedstawiał Ksiądz Miłość – Pana Boga. Kiedy tylko usłyszeliśmy, że pojawi się Ksiądz z jakimś wykładem w Poznaniu, bezapelacyjnie zgłosiliśmy się na wyjazd. No i nadszedł ten dzień, kiedy w zatłoczonej sali, przeszedł Ksiądz obok mnie (swoją drogą jakoś nigdy głos Księdza nie pasował mi do Księdza wyglądu, ale to tylko taka mała dygresja ;)). Jak ja chciałam choć na chwilę móc z Księdzem wtedy porozmawiać, choćby zamienić małe słówko…, ale nie było mi to dane w taki sposób. Jakoś się już z tym pogodziłam. A chciałam bardzo, gdyż miałam problemy duchowe, które przykrywały całą rzeczywistość i nikt jeszcze na ziemi nie był w stanie mi pomóc, a dzięki Księdza konferencjom, zaczynałam wierzyć, że się da! Konferencja była oczywiście wspaniała. Nie chcę tutaj opowiadac Księdzu o Jego złotomówstwie itp. itd., bo to jest oczywistość, o której Ksiądz doskonale wie. Zaczęłam zasłuchiwać się w Księdza kazania, wykłady, konferencje, wszystkie możliwe w Internecie… Poznałam już chyba wszystkie kawały i przykłady, także niech mi Ksiądz uwierzy, znam większość na pamięć, ale jakoś mi nie przeszkadzało słuchanie ich na okrągło. Wreszcie konferencja o dnie serca…, o tym, że Pan Bóg tak bardzo nas kocha, że On zabiera, żeby dać, żebyśmy Go szukali, tak jak Oblubienica Oblubieńca i… …… …………….. ………………………………….!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I moje serce pękło. Zabiło tak wyraźnie jak jeszcze nigdy wcześniej. Że Pan Bóg mnie kocha???!!! Mnie?! Kocha?! I że co to znaczy?! …. Proszę Księdza, dzięki Księdzu ja spotkałam żywego Boga. Z moich zamydlonych oczu spadła jakaś zasłona i oto ukazał się mi Jezus – żywa Osoba i Bóg zarazem, który nie dość, że kocha mnie, to jeszcze oddał za mnie życie i On nadal żyje!!!! (Jak sie potem okazło – mało tego, jeszcze mnie woła w jakiś dziwny sposób ;)) Poprzez słowa Księdza Bóg dotknął mnie bardzo wyraźnie i, pomimo 17 lat życia, ja nareszcie zaczęłam żyć. Nareszcie zaczęłam wierzyć. Do dzisiaj też, mimo wszelkich niepowodzeń i upadków, pozostaję szczęśliwym człowiekiem, bo nikt i nic mi tego Szczęścia nie odbierze. Poprzez usta Księdza Pan najwyraźniej mówił mi o Swojej miłości i to ogromnie uwalniające przekonanie pozostaje we mnie do dziś. A więc wierzę głęboko, że to był sam Pan w osobie Księdza.

Dziękuję też za odpowiedź na osobisty list. Ksiądz się rozpisał na dwie strony A4, podczas kiedy ja do dzisiaj pamiętam tylko jedno zdanie. (Oczywiście sens całości – jak najbardziej). Zaczynałam słyszeć wołanie Pana do mojego serca, jako Jego oblubienicy i pytania egzystencjalne zdawały się przytłaczać wraz z przerażającą wizją przyszłości (wówczas miałam inną wizję swojego życia, aniżeli bycie siostrą zakonną, ale o tym wszystkim to już jak będziemy sam na sam ;)) Jednakże w liście do Księdza nie wspominałam ani słowem o tym głosie i zaproszeniu, które przecież tak bardzo starałam się odrzucić. Czytając z zapartym tchem odpowiedź, natrafiłam na zdanie, które przyprawiło mnie o mdłości, słabość i wybuch płaczu: (pomijam wszystko inne i temat listu, gdyż jest to teraz najmniej istotna sprawa) «W 90% takich przypadków (moich problemów) chodzi o to, że my nie słuchamy tego, czego Pan Bóg od nas może chcieć, tylko narzucamy swoją wolę» I znowu głos Pana wybrzmiał w moim sercu jak grom. Po tym liście nie było mowy o śnie, czy spokoju. W tej jednej sekundzie wszystkie domniemania i przypuszczenia stały się prawdą.

Proszę Księdza, nigdy później nie byłam w stanie odszukać konferencji, podczas której zapałało moje serce w ten szczególny sposób. List też już dawno skasowany 🙁 Ale mądrości życiowe i to bezgraniczne zaufanie Bożej Miłości pozostało we mnie do dzisiaj. I niech będzie to tym samym Księdza śladem, tak głęboko wyrytym w moim i tysiącach innych serc, słuchających Księdza kazań…

Moim marzeniem było móc podziękować Księdzu osobiście za to, że jestem dzisiaj tym, kim jestem. Przekazałam Księdzu nawet przez naszą wspólną znajomą moją pamiątkę ślubów wieczystych. Nie wiem, czy Ksiądz usłyszał i dostał. Wiem tylko, że dzisiaj nareszcie mogę podziękować i jestem pewna tego, że Ksiądz już wszystko rozumie, nawet bez tego mojego pisania. Bo Ksiądz jest już w objęciach Tego, który posiadł mnie na własność na wieki.

Dziękuję całym sercem

s. M. Rita